Ma uraz do nagości. Do końca swego zajęczego życia! Tak! Wielkie miasto Wrocław, lato, noc przechodzi w świt. Około czwartej rano. Bruk oświetlony latarniami, ulice puste. I nagle, wśród tych wymarłych budowli, zamkniętych sklepów, urzędów, jedzie na rowerze czterdziestoletni, łysawy facet. Zakrwawiony na twarzy. Bardzo szybko, niepewnie oglądając się na boki. Trudno się dziwić, skoro w obrazku tym od razu rzuca się w oczy jeden szczegół - facet ten jest goły, ale to goły. Bez majtek, okularów, zegarka, butów, bez torby, po prostu ciało na rowerze, mięso obciągnięte skórą! Jak otworzy sobie mieszkanie - tego nie wie nikt, ale też nikogo na razie nie ma w pobliżu.
Swoją ksywę zawdzięczała wysuniętej do przodu dość pokaźnie górnej wardze oraz wynikającej z tego śmiesznej wadzie wymowy. Przez nią wyglądała jak ze wsi, nikt nie odgadłby w nim doktora na uniwersytecie, a może na politechnice. Całą niedzielę sprawdzała prace studentów, aż wieczorem wygnało ją na pikietę. Ale „nic nie było". „Nic nie ma", „nic się nie dzieje" - to najczęściej słyszało się w parku, całymi latami.
To było takie zdanie klucz.
Nic się nie dzieje, nic się nie dzieje... Czy coś się dzieje? Nic się nie dzieje... To takie było zawsze buddyjskie, mądre, była w tym jakaś koncepcja nirwany... Niczego nie ma, nic się nie dzieje... Przyczyny, skutku, niczego... Cierpienia... Całkowite nieistnienie czasu, miejsca, ludzi. Nic i nic. Czekamy na Godota. I nic. A choćby i coś, to i tak jakby nic. Tak też było tego wieczoru. Koło trzeciej R powiedziała: idę do domu. O trzeciej trzydzieści Warga pojechała, ale cofnęła się jeszcze i wróciła. I dopiero około za dziesięć czwarta nad ranem, taka zmachana i zmasakrowana ciągłym chodzeniem, paleniem, wypatrywaniem, poznała luja. Stał w drzwiach ogrodzenia wokół ruinek, a obok niego rower w trawie leżał. Warga nie wierzyła własnym oczom, przecierała je i wybałuszała. To nie Deszczowy Kochanek, wokół ani kropli deszczu.
Był super! Jak gdyby hetero. Poszli „pod urząd". W cień wielkich kolumn, w szczeliny tonące w mrokach, pomiędzy rzeźby rzucające cienie. Światła były na fotokomórkę i szybko gasły usłużnie.
I nagle luj mówi: - Podnieca mnie, kiedy facet cały się rozbierze... -
No to Zajęcza Warga, dysząc, sepleni: - Podneca cie? Podneca - chwila wahania - dobze! - I nuż w ferworze zrzucać z siebie łachy, odrzucać je daleko, plecaczek, buty, klucze, zegarek, majtki, portfel z legitymacją... Luj kazał jej się odwrócić do ściany, ta uszczęśliwiona: widać tak go jej striptiz podniecił, że teraz będzie ją brał od tylu... Dobrze, że lewatywę zrobiła przed wyjściem z domu. Tymczasem luj wymierzył Wardze sprawiedliwego kopa w dupę, że upadła na twarz, aż się poraniła. Jej rzeczy zabrał i uciekł, jeno rower jej zostawił (miał swój, dlatego nijak mu było holować cudzy). Musiał to być heteryk, ale ta myśl jakoś przestała już Wargę cieszyć. Bo oto teraz, bez kluczy, bez pieniędzy, bez majtek, musi wsiąść na rower. Wąskie siodełko kolarzówki wrzyna się nieznośnie pomiędzy pośladki już prawie czterdziestoletnie, życiem i seksem i bez tego zmęczone, i pośród paniki Wargę dopada szersza refleksja. Zegar na wieży katedralnej wybija godzinę czwartą, a może piątą, i dla Wargi wybija godzina refleksji. Na szczęście miasto jest chwilowo puste, ale oto z uliczki, od strony Jatek, wychodzi banda rozanielonych piwem chłopców i kto wie, czy nie Wargi studentów?! Trzeba więc kluczyć bocznymi uliczkami, co jednak wydłuża tę drogę w nieskończoność. A przecież ona mieszka na przedmieściach! I musi zdążyć, zanim zrobi się zupełnie jasno, zanim zbudzą się ptaki i ludzie zapełnią ulice, zanim więc to wszystko się stanie, ta senna, surrealistyczna halucynacja zwana gołą Wargą na rowerze w samym centrum miasta, ta halucynacja musi definitywnie zniknąć, roztopić się albo rozwiać we mgle poranka. Nie ma prawa istnieć w biały dzień. Dalekie dzwonienie nocnego tramwaju - Warga czuje coś mokrego pod tyłkiem, zatrzymuje się, patrzy, a to jej krew. Niemiłosiernie tną ją komary. Ani skrawek ciała nie jest przecież zasłonięty, a zajęcza jucha też stanowi dla nich nie lada wabik. Warga rozpędza rower i przez chwilę czuje się, jakby miała wzlecieć nad miasto, taka wolna, taka goła, taka wyzwolona, wzlatuje w górę i leci nad budzącym się miastem jak Małgorzata na miotle nad uśpioną Rosją. Ale nagle przypomina sobie swoją sytuację, zimny pot występuje jej na czoło. Biją dzwony - Wardze chce się pić. Suszy ją - ostatni raz piła o ósmej wieczorem, przed wyjściem z domu, i była to wódka. Jeśli jest czwarta, to nie piła już od ośmiu godzin, a przecież po wódce chce się pić! Przez tę nieszczęsną noc wypaliła (bez kropli wody!) całą paczkę marlboro light, komu by się nie chciało pić! Zresztą, papierosy też jej zabrał, były w kieszeni spodni, teraz w tych całych nerwach nawet nie może zapalić! Jednostajne brzęczenie jakichś nocnych prądów - Warga czuje głód. Migoczące monotonnie o tej porze pomarańczowe światła na skrzyżowaniu ulic - Wargę poraża myśl, że dom nie przyniesie jej przecież ulgi, nie skryje się w nim jak w wygodnym i szczelnym ubraniu, nie nałoży na siebie wszystkiego, co ma w szafie, ponieważ nie dostanie się do środka bez kluczy. Czarny kot przebiega drogę - Warga zawraca szerokim półkolem i postanawia jechać do znajomej cioty na Kozanów. Dobijać się do niej o czwartej rano. Na przedmieścia. Rozpędza rower i może nawet unosi się nad miastem. Zakrwawiona, goła. Szczęśliwa. Z góry widzi przeklętą pikietę i ogniki papierosów jak świetliki, widzi katedrę, cały Ostrów Tumski, potem Rynek i pijane grupki studentów. Przystaje na chwilę na obitym asfaltem i blachą dachu Poltegoru, leży wśród anten i sapie szybko, rytmicznie, sepleni coś do siebie, zlizuje krew, jest słodka, lepka, wszystko znika...
.
Ciało na rowerze albo Zajęcza Warga [Michał Witkowski]
myśli i rozważania dhhtw dnia
niedziela, maj 27, 2012
Złodziej czegokolwiek
myśli i rozważania dhhtw dnia
czwartek, kwiecień 19, 2012
Czuję się teraz jak jeden z bohaterów książki Couplanda "Złodziej gumy". Nieperspektywiczna praca w dziwnym miejscu, dziwni ludzie. Wszystko jest takie same, gdyby nie wiek. No i nie znalazłem, na zapleczu niczyjego pamiętnika do czytania, i nie mam z kim pisać listów. A jedynie co mógłbym ukraść to burgera zamiast gumy. Na razie znam mało ludzi, pewnie to się zmieni, kiedy zmienię miejsce tej samej pracy. W nadziei że będzie to nowa ekipa, nowo zatrudnionych ludzi. Teraz cały czas jestem przemęczony, niewyspany. Wybrałem się do baru na mocną kawę, miałem trochę czasu dla siebie, trochę coś popisałem, pooglądałem ludzi, którzy tu przychodzą. Nie mogę się nadziwić.
Kiedy wchodziłem do środka, było słonecznie, kiedy wychodziłem, było już mocno zachmurzone. Lawirowałem między blokami, jeden zwrócił na mnie szczególną uwagę. Zrobiłem zdjęcia. Wróciłem do domu, ciesząc się, że ten wieczór należy do mnie, przed telewizorem.
Kiedy wchodziłem do środka, było słonecznie, kiedy wychodziłem, było już mocno zachmurzone. Lawirowałem między blokami, jeden zwrócił na mnie szczególną uwagę. Zrobiłem zdjęcia. Wróciłem do domu, ciesząc się, że ten wieczór należy do mnie, przed telewizorem.
Był taki oto sen
myśli i rozważania dhhtw dnia
piątek, marzec 30, 2012
Ostatniej nocy miałem taki oto sen. Widziałem wielki budynek, gdzie wewnątrz rzędy ludzi siedziało przed komputerami. Pilnowanych przez jakiegoś mężczyznę. Nie wiem dlaczego tam się znalazłem. Pamiętam że przyglądałem się ich pracy, z tyłu wielkiej sali. Rozwiązywali jakieś zagadki, wpisywali coś w formularze. Wszyscy jednocześnie, jak mrówki, było ich mnóstwo, ponad dwieście. Zrobiło to na mnie wrażenie. Spodobało mi się i chciałem pracować tak jak oni. Jednak nie wiedziałem gdzie się zgłosić. Byłem w jakimś korytarzu tego budynku i nie wiedziałem gdzie iść. Ktoś patrzył na mnie, zainteresowany moją osobą, nikt nie udzielił mi pomocy. Dopadła mnie totalna niemoc. Obudził mnie dzwonek. Szara rzeczywistość, która pokazuje zupełnie coś innego. Obrazy z pracy Wojtka.

Re-Run
myśli i rozważania dhhtw dnia
czwartek, marzec 29, 2012
Dlaczego o tym piszę. Przeczytałem artykuł, gdzie opisywany był ten dylemat. Nostalgia otacza nas ze wszystkich stron. Specjaliści nauk społecznych uznali nawet pierwszą dekadę dwudziestego pierwszego wieku za wyjątkowo nostalgiczną. Sieć proponuje nam mnóstwo portali oferujących stare filmy, piosenki czy książki. Dla wielu ludzi w wieku 28-40 lat nostalgiczne wspomnienia bywają ucieczką przed odpowiedzialnością. Przeszłość tak ich fascynuje, że przestają planować swoją przyszłość – aramuja autorzy raportu, który w lutym 2010 roku opublikowała Standard Life. Tę grupę autorzy raportu nazwali mianem pokolenia „Re-Run”, pokolenie powrotów.
Jestem człowiekiem z pokolenia Re-Run. Wow, bardzo często oddaje się nostalgicznym wspomnieniom. W różnych formach. Myślę, oglądam stare rzeczy, reklamy, wiadomości jak i słucham muzyki z tamtych lat. R.E.M - Loosing my religion. Odruchowo, kiedy ją słysze przypomina mi się moje dzieciństwo, wszystkie wydarzenia z nią związane, lata 90. Nie znałem jej przesłania, nie widziałem co zawiera się w słowach. Podobał mi się jej rytm, głos Stipa. Emitowana była często w ogólno polskim radiu, które słuchałem, tak wdarła się do mojej pamięci, i pozostanie w niej już na zawsze. Bodajże w psychologii coś takiego ma fachowy termin.
Nostalgia to sposób, aby powrócić do znaczących dla nas przeżyć, zwłaszcza tych, które przypominają nam, że nasze życie jest cenne, że jesteśmy wartościowymi ludźmi, że mamy dobre relacje z bliskimi(albo i nie), a nasze życie ma jakiś cel albo znaczenie – twierdzi Clay Routledge, amerykański psycholog z North Dakota State University. Oddając się nostalgicznym wspomnieniom, dodajemy naszemu życiu znaczenia i ekscytacji. Podobnie uważają Constantine Sedikides i Jochen Gebauer, psychologowie społeczni z Southampton University: - Nostalgia pełni ważną funkcję: podnosi nastrój, poprawia samoocenę i wzmacnia relacje z innymi ludźmi. Na pewno nie jest stratą czasu albo niezdrowym zaspokajaniem własnej pamięci. Mówiąc krótko nostalgia to źródło psychologicznego dobrostanu. Tylko że. Niestety wiem to na moim przykładzie, nie zawsze czuje się przez to pozytywnie nastawiony. Zaczynam wtedy uświadamiać sobie ilu rzeczy nie zrobiłem, co chciałem tak naprawdę studiować, jak chciałem aby moje życie się potoczyło. Ale nawet takie prozaiczne rzeczy dnia codziennego, komercjalizacja wszystkiego wokół, zmiana stylu życia, mniejsza wrażliwość społeczeństwa. Przygnębia mnie to.
Doszukać się można tutaj związku z tym dlaczego tak w ostatnim czasie bardzo polubiłem muzykę ambientalną, która dzięki swej kompozycji pomaga w oddaleniu się, z bycia tu teraz. Pozwala odpocząć, myśleć spokojnie w wehikule czasu. Najważniejszym dla mnie wykonawcą w tym segmencie jest oczywiście Bvdub, którego melodia trwają nawet po dwadzieścia minut.
W poszukiwaniu detali CH
myśli i rozważania dhhtw dnia
poniedziałek, marzec 19, 2012
Rzadko w poszukiwaniu detali, szczegółów udaje się do centrum handlowego. Ja, i nikt więcej, gdzieś w Poznaniu, gdzieś w CH Stary Browar. Rozmawiałem sam ze sobą. Obok mnie tłum w przedświątecznym szale. Chodziłem w tą i z powrotem, aż znalazłem. Wyciągnąłem aparat i zrobiłem kilka zdjęć.
Ucieczka
myśli i rozważania dhhtw dnia
piątek, marzec 16, 2012
Małe jest piękne
myśli i rozważania dhhtw dnia
środa, marzec 14, 2012
Nowa książka nowy pisarz
myśli i rozważania dhhtw dnia
poniedziałek, marzec 12, 2012
Włączam komputer, rutyna, email, blogi, praca, oferty. Piszę list motywacyjny, drukuję razem z cv z chęcią zaniesienia do agencji pracy.
Mieszanka drzew i ognia
myśli i rozważania dhhtw dnia
sobota, marzec 10, 2012
Jeszcze drzewa bez liści, jeszcze brak kwiatów, jeszcze brak wewnętrznego ciepła, jeszcze brak ogólno narodowego optymizmu. Jeszcze tylko piętnaście dni do nowej wiosny. Jeszcze tylko... kiedy wszystko rozkwitnie na nowo. Rozkwitną kwiaty. Rozkwitną moje nadzieje i plany. I innych również. Wiele godzin spędzonych przy świeczniku zapachowym "pomarańcza" dający ułudę ciepła. Średnia temperatura w pokoju czternaście stopni. Jeszcze chwila i będzie można wygrzać się na słońcu. Zbliża się lepszy czas. A teraz gdzie jest moja książka?
Czarno biały dzień
myśli i rozważania dhhtw dnia
czwartek, luty 23, 2012
Czarno-biały dzień i moje czarno-białe życie. Miałem dzisiaj spotkanie, z tajemniczą kobietą. Kiedy usiedliśmy w jakieś kawiarence i zaczęliśmy rozmawiać. Głupio było, gdy tak kogoś nie znam. Ale. To nie było spotkanie na którym rozmawia się o życiu, to jedno z tych spotkań na których mówi się o wizji wspaniałego życia w przyszłości, czy kosztem innych. Tego nie wiem. Wyszedłem z kawiarenki pełen optymizmu na przyszłość, ale zgasł kiedy doszedłem do domu. Czy aby ktoś nie chce mną manipulować. Czy znowu zaprzepaściłem szansę na lepsze jutro, trzeba tylko chcieć wejść do gry.
Czuje sie teraz nic nie znacząco. Jak te kamienie i jak ten znak.
Czuje sie teraz nic nie znacząco. Jak te kamienie i jak ten znak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









